DLA KOGO JEST POLICJA?
Pokazy nowoczesnego sprzętu i tresury psów, spektakularne akcje z zatrzymań przestępców, widowiskowe akcje
przeciwko zorganizowanym grupom przestępczym. To obraz działalności policji serwowany nam w środkach masowego
przekazu. Przeciętnemu obywatelowi pochłoniętemu codzienną pracą i obowiązkami, taki wyidealizowany obraz stróżów
porządku wydaje się czymś oczywistym i taką propagandę sukcesu często przyjmuje bez jakiejkolwiek krytyki. Jednak
rzeczywistość nie jest już taka słodka. Niestety nie tylko dla samych policjantów, ale przede wszystkim dla osób
stykających się z policją. Nie chodzi tutaj o tzw. "pospolitych przestępców", ale o ludzi zajmujących się
działalnością społeczno-polityczną narażonych na represje ze strony policji. Ktoś może pomyśleć że w tzw. wolnej
Polsce coś takiego, jak represje policyjne przeciwko działaczom społecznym to relikt przeszłości który skończył
się z PRL-em. Niestety w ostatnim czasie doszło do poważnych nadużyć ze strony policji, które zostały przez
oficjalne media przemilczane.
14. IV 2007 Dwoje aktywistów Komitetu Wolny Kaukaz (sprzeciwiającego się rosyjskiej okupacji Czeczenii),
pojechało na festiwal filmowy do Krasnegostawu ze stoiskiem informacyjnym. Gdy dojechali zatrzymała ich policja -
wzięli ich na komisariat pod pretekstem "sprawdzenia tożsamości". Na miejscu zamknęli ich w celach po czym pobili.
Zatrzymani otrzymywali ciosy w twarz i brzuch. Policjanci bili tak żeby bolało, ale żeby nie było śladów. Mimo
to zatrzymani mieli siniaki. Policja lżyła ich, m.in. "brudasy z wolnego Kaukazu, was to tylko lać".
23. IV 2008 o godz. 6 rano policja i straż graniczna najechała na ośrodek dla uchodźców w Mosznach pod
Pruszkowem. Policjanci z karabinami i w kominiarkach wchodzili do wszystkich pokojów. Celowali do ludzi,
rzucali ich na ziemię, pobili wiele osób. Jeden z mieszkańców ośrodka, Rustam Tukaszew, dwa dni prędzej
dostał status uchodźcy. Opowiadał, co stało się rano w ośrodku. Gdy policjanci z karabinami i w kominiarkach
weszli do jego mieszkania, zatarasował im ciałem drzwi do pokoju dziecka. Tam śpi mały chłopiec - krzyczał.
Mundurowi uderzyli go kilka razy, powalili na ziemię, a później, ciągnąc za włosy, wywlekli na korytarz obok
innych leżących już mężczyzn i kobiet.
29. IV 2008 w Słupsku odbyła się legalna demonstracja przeciwko budowie elementów amerykańskiej tarczy
antyrakietowej (więcej o powodach protestu www.tarcza.org i www.m29.bzzz.net). Przed demonstracją zgromadzone
zostały duże siły policyjne. Funkcjonariusze już kilka dni wcześniej nachodzili organizatorów protestu wypytując
o szczegóły protestu i próbując ich zastraszyć. Sama demonstracja przebiegła pokojowo i bez nieprzyjemnych
incydentów.
Około godziny 5.40 u drzwi mieszkania przy ul. Bogusława X zjawiła się policja. Znajdowało się w nim wówczas
25 osób (uczestników wcześniejszej demonstracji). Odmówiono wpuszczenia policji do mieszkania, ponieważ ta nie
miała nakazu. Kiedy policja nalegała, na klatkę schodową wyszedł właściciel mieszkania. W czasie rozmowy
zaproponował, że jeden z policjantów może wejść do środka, żeby mógł zobaczyć, że wszystko jest w porządku.
Od funkcjonariusza policji usłyszał jednak: "Co ty mi tu pierdolisz, kto ma wchodzić, kto nie!". Odciągnięto
go od drzwi, przewrócono na ziemię i założono kajdanki. Pozostali w mieszkaniu próbowali zamknąć ponownie
drzwi, które jeden z policjantów zablokował wkładając pałkę między drzwi i futrynę. Do mieszkania wpuszczono gaz.
Następnie kilku funkcjonariuszy wtargnęło do środka i przy użyciu pałek biła ludzi znajdujących się w mieszkaniu.
Także tych którzy spali.
To tylko kilka przykładów brutalności policji. Często stróże porządku podczas swoich interwencji nadużywają swoich
praw i do ewentualnych podejrzanych podchodzą z "cwaniackim" nastawieniem i poczuciem wyższości. Taka sytuacja
nie jest normalna w tzw. państwie prawa, w którym policja utrzymywana jest z pieniędzy każdego podatnika.